środa, 30 sierpnia 2017

Recenzja "The Call. Wezwanie" - Peadar O'Gulilin



Tytuł: The Call. Wezwanie
Tytuł oryginału: The Call
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Ilość stron: 352
Moja ocena: 7/10

Urodziłeś się po to żeby „Naród przetrwał”. Szkolisz się, żeby w chwili gdy zostaniesz „Wezwany”, mógł przeżyć. Musisz przeżyć. Musisz stać się nadzieją dla narodu. Stać się weteranem i wzorem dla tych, którzy są przed swoją próbą. Chyba że jesteś niepełnosprawny i nikt nie daje ci szans na jakikolwiek „happy end”.

Zacznijmy od tego, że Nessa jest kaleką. Nie potrafi chodzić. Tak naprawdę nie ma jej od pasa w dół. Na pierwszy rzut oka wydawać by się mogło, że wszystko okej, jednak jej nogi odmówiły posłuszeństwa jeszcze w brzuchu jej matki. Szkoli się w walce przeciwko Sidhe. Mimo swojego kalectwa jest silniejsza niż większość uczniów. Potrafi stworzyć sobie kule w trzy minuty, a jej ręce mogłyby pokonać ręce niejednego mężczyzny. Potrafi wykorzystywać swoje słabości na każdym terenie. Kiedy błoto dla większości jest ciężkim torem, ona potrafi dzięki temu poruszać się jeszcze szybciej. Pływa tak dobrze, a nawet lepiej niż ryby. Nie użala się nad sobą, ona po prostu ciężko pracuje. Nie toleruje litości. Nie toleruje także myśli, że wkrótce ona lub Megan mogą zobaczyć się po raz ostatni. Kto wie czy przeżyją Wezwanie?

Sidhe to wróży naród, który setki lat temu podpisał traktat z ludźmi, przez co zostali odesłani do Szaroziemi. Przegrali wojnę, jednak wciąż mszczą się wzywając nastolatków do swojego świata. Muszą przetrwać kilkanaście godzin, żeby wrócić do świata ludzi, jednak nie jest to takie proste. Czy głównym bohaterom uda się wyjść z tego cało? I co się stanie jeżeli Sidhe będą chcieli jeszcze czegoś więcej, niż nieprzemijająca młodość?



Zacznijmy może od tego, że wydawnicto Czwarta Strona jeszcze nigdy nie zawiodła mnie w kwestii książek, które wydaje. Tak samo było w przypadku „The Call. Wezwanie”. Książka dosłownie wciągnęła mnie w swój świat. Czasami zbyt mocno. Przeżywałam wszystko wraz z głównymi bohaterami. Jednak każda książka musi mieć jakiś minus. W przypadku tej powieści była to przewidywalność.

Motywu dysopii doświadczyłam już głównie w „Igrzyskach Śmierci”, czy w „Skazie” i „Doskonałej” Ceceli Ahern. I w każdej z nich podobało mi się to samo. W każdej z nich mamy styczność z dziewczynami, które mimo wielkich przeciwności losu, są w stanie przezwyciężyć cierpienie i są gotowe do poświęceń. Zawsze uwielbiałam czytać o silnych bohaterkach. Zawsze były i zawsze będą dla mnie inspiracją i motywacją do pracy nad sobą.

Jeżeli jeszcze nie przeczytałaś/eś tej książki, nie ma nad czym się wahać. Na pewno nie pożałujesz, a styl pisania Peadara O'Guilina sprawi, że kiedy skończysz, będziesz pragnąć więcej i więcej!

1 komentarz:

  1. Ta książka średnio mi się spodobała. Świat był niespójny i w zasadzie dość powierzchownie przedstawiony. Może sięgnę po drugi tom, gdy się pojawi, ale raczej poszukam go w bibliotece zamiast wydawać pieniądze.:)

    OdpowiedzUsuń

Szablon stworzony z przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.