Tytuł: The Call. Wezwanie
Tytuł oryginału: The Call
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Ilość stron: 352
Moja ocena: 7/10
Urodziłeś się po to żeby „Naród
przetrwał”. Szkolisz się, żeby w chwili gdy zostaniesz
„Wezwany”, mógł przeżyć. Musisz przeżyć. Musisz stać się
nadzieją dla narodu. Stać się weteranem i wzorem dla tych, którzy
są przed swoją próbą. Chyba że jesteś niepełnosprawny i nikt
nie daje ci szans na jakikolwiek „happy end”.
Zacznijmy od tego, że Nessa jest
kaleką. Nie potrafi chodzić. Tak naprawdę nie ma jej od pasa w
dół. Na pierwszy rzut oka wydawać by się mogło, że wszystko
okej, jednak jej nogi odmówiły posłuszeństwa jeszcze w brzuchu jej
matki. Szkoli się w walce przeciwko Sidhe. Mimo swojego kalectwa
jest silniejsza niż większość uczniów. Potrafi stworzyć sobie
kule w trzy minuty, a jej ręce mogłyby pokonać ręce niejednego
mężczyzny. Potrafi wykorzystywać swoje słabości na każdym
terenie. Kiedy błoto dla większości jest ciężkim torem, ona
potrafi dzięki temu poruszać się jeszcze szybciej. Pływa tak
dobrze, a nawet lepiej niż ryby. Nie użala się nad sobą, ona po
prostu ciężko pracuje. Nie toleruje litości. Nie toleruje także
myśli, że wkrótce ona lub Megan mogą zobaczyć się po raz
ostatni. Kto wie czy przeżyją Wezwanie?
Sidhe to wróży naród, który setki
lat temu podpisał traktat z ludźmi, przez co zostali odesłani do
Szaroziemi. Przegrali wojnę, jednak wciąż mszczą się wzywając
nastolatków do swojego świata. Muszą przetrwać kilkanaście
godzin, żeby wrócić do świata ludzi, jednak nie jest to takie
proste. Czy głównym bohaterom uda się wyjść z tego cało? I co
się stanie jeżeli Sidhe będą chcieli jeszcze czegoś więcej, niż
nieprzemijająca młodość?
Zacznijmy może od tego, że wydawnicto
Czwarta Strona jeszcze nigdy nie zawiodła mnie w kwestii książek,
które wydaje. Tak samo było w przypadku „The Call. Wezwanie”.
Książka dosłownie wciągnęła mnie w swój świat. Czasami zbyt
mocno. Przeżywałam wszystko wraz z głównymi bohaterami. Jednak
każda książka musi mieć jakiś minus. W przypadku tej powieści
była to przewidywalność.
Motywu dysopii doświadczyłam już
głównie w „Igrzyskach Śmierci”, czy w „Skazie” i
„Doskonałej” Ceceli Ahern. I w każdej z nich podobało mi się
to samo. W każdej z nich mamy styczność z dziewczynami, które
mimo wielkich przeciwności losu, są w stanie przezwyciężyć
cierpienie i są gotowe do poświęceń. Zawsze uwielbiałam czytać
o silnych bohaterkach. Zawsze były i zawsze będą dla mnie
inspiracją i motywacją do pracy nad sobą.
Jeżeli jeszcze nie przeczytałaś/eś
tej książki, nie ma nad czym się wahać. Na pewno nie pożałujesz,
a styl pisania Peadara O'Guilina sprawi, że kiedy skończysz,
będziesz pragnąć więcej i więcej!
Ta książka średnio mi się spodobała. Świat był niespójny i w zasadzie dość powierzchownie przedstawiony. Może sięgnę po drugi tom, gdy się pojawi, ale raczej poszukam go w bibliotece zamiast wydawać pieniądze.:)
OdpowiedzUsuń