wtorek, 28 listopada 2017

Bad boy i dziewczyna z amnezją, czyli recenzja "King" - T.M. Frazier



Tytuł: King
Tytuł oryginału: King
Wydawnictwo: Kobiece
Ilość stron: 336
Moja ocena: 6/10

Tytułowy King to pan własnego losu. Nikogo się nie słucha, stąpa własnymi ścieżkami, do rzeczy które obierze sobie jako cel dochodzi po trupach. Trzy lata w więzieniu zmieniają go, a kiedy w końcu wydostaje się na wolność próbuje wszystko przywrócić do poprzedniego stanu, dopóki na jego drodze nie staje niewinna Doe.

Bezdomna dziewczyna cierpi na amnezje. Pewnego dnia budzi się w miejscu, którego w ogóle nie zna. Od tej pory walczy o życie. Brudna, głodna i zdesperowana udaje się ze swoją towarzyską na imprezę motocyklową, gdzie trafia na człowieka, który odmieni jej los.

Miłość, czy tylko seks? Co ukrywa King? Co jeżeli między nimi jest tylko jedna granica, która może zaważyć na uczuciu? Co jeżeli Doe jest zupełnie kimś innym?


Sama nie wiem co myśleć o tej książce. Łapiąc za nią nie spodziewałam się czegoś wielkiego. Nie oszukujmy się, ale jest to właśnie typ literatury na raz. Czytelnik łapie za nią żeby rozluźnić swój umysł i trochę się zabawić. Poczuć lekki dreszczyk emocji i oderwać się od codzienności. Nic więcej.

Czytając ją byłam jak "nudy, nudy, seks, nudy, więcej seksu, gang, nudy, seks, dziwki, seks, koks, nudy, nudy, gang" itd. Naprawdę czytało się ją szybko i była bardzo przyjemna. Jednak układ książki pod sam koniec lekko mnie zdziwił. Autorka zmajstrowała konkretny misz - masz, przez co trochę się pogubiłam. To wyglądało tak, jakby w pewnym momencie zaczęła pisać nową książkę. 
Brak płynnego poruszania się wydarzeń, za szybkie przeskoki i lekkie niedopowiedzenia, jednak przyjemny dla oka i prosty język, dzięki czemu wręcz płyniemy przez książkę. Co nie zmienia faktu, że to jednak nie mój klimat.

Jeżeli lubisz groźnych facetów, seks, tajemnice, krew i szybką i zwartą akcję, to ta książka jest dla ciebie. Pozdrawiam!





Za egzemplarz dziękuję






sobota, 25 listopada 2017

Nie taka fajna jak ją opis maluje, czyli recenzja "Dziewczyna, która wróciła" - Susan Lewis


Tytuł: Dziewczyna, która wróciła
Tytuł oryginału: A Girl Who Came Back
Wydawnictwo: Kobiece
Ilość stron: 441
Moja ocena: 5/10

Jules Bright straciła córkę. Padła ofiarą okrutnego morderstwa. Od tego czasu wszystko się zmieniło. Straciła męża, lokal, a sama kobieta straciła chęć życia. Przez trzy lata żyła w pewności, że nie może być gorzej, aż do dnia, kiedy w drzwiach jest domu nie stanęła Andee, ze złymi wiadomościami. Morderczyni jej córki wychodzi na wolność.

Do czego gotowa będzie się posunąć matka?


Kiedy łapałam za książkę, spodziewałam się dreszczy, tajemnic i mroku. Spodziewałam się nieprzespanej nocy dla zarwania książki. Dostałam flaki z olejem, niedopracowaną akcje i pełno niedopowiedzeń. Z przykrością muszę przyznać, że książka była głupia, bohaterowie płascy a cała akcja książki czasami wydawała się jakby brały w niej udział przedszkolaki.

Jeden bohater był gorszy od drugiego pod względem irytowania mojej osoby. Połowę wątków (takich jak na przykład wędrujący bucik Ruby) wywaliłabym na samym starcie. Książka pełna sprzeczności i rzeczy, które nigdy nie miałyby miejsca. Bo kto nie sprawdza domu, w którym nie palom się światła? Jedna akcja w książce wyglądała mniej więcej tak: "Więc pojechała do jej domu? Musi tam być! Pojedźmy więc pod dom, ale odjedźmy po dwóch minutach bo nie palą się światła. Co z tego że obszar posiadłości ma kilka hektarów?"

Książka to w połowie retrospekcja z poszukiwań Daisy, a druga część to teraźniejszość. Nie wiem która część była gorsza. 

Mimo tego że przez cały czas, gdy ją czytałam miałam ochotę ją wyrzucić, starałam się znaleźć jakieś plusy. Autorka mimo tego, że stworzyła naprawdę niedopracowaną książkę pod względem fabuły, jej pióro było naprawdę przyjemne. Na pewno sprawdziłaby się w młodzieżówkach. 
Podsumowując: 
Pomysł na książkę genialny, wykonanie niekoniecznie. Tak jak Wydawnictwo Kobiece nigdy mnie nie zawiodło, tak ta książka według mnie jest porażką. Ja osobiście nie polecam.

Za możliwość recenzji dziękuję



piątek, 24 listopada 2017

Przekonałam się co do kryminałów, czyli "W szponach szaleństwa" - Agnieszka Lingas - Łoniewska


Tytuł: W szponach szaleństwa
Wydawnictwo: Novae Res
Ilość stron: 292
Moja ocena: 7/10

Komisarz Ewa Barska nie zdążyła jeszcze otrząsnąć się po ostatnim śledztwie. Mimo wszystko z powrotem rzuca się wir pracy, oddając każdą wolną chwilę tajemniczemu zabójcy, który ma ten sam schemat zbrodni. Młode, mądre dziewczyny, które za każdym razem pozbawiane są mózgu i to z chirurgiczną precyzją. 

Główna bohaterka nie może spać spokojnie, wciąż układając w głowie rozwiązanie łamigłówki. Co jeżeli z czasem na jej drodze stanie miłość? Czy oddali ją od sprawy? A może znacząco przybliży? Co ukrywa Wrocławski Uniwersytet? Tego dowiecie się czytając książkę pani Agnieszki.



Muszę wam przyznać szczerze, że nie raz próbowałam przekonać się do kryminałów. Jednak za każdym razem było tak samo - po prostu nie byłam w stanie skończyć książki. Pani Ligas - Łoniewska w mistrzowski sposób udowodniła mnie, że ten gatunek nie gryzie, a wręcz przeciwnie, można go nawet bardzo polubić. 

Mimo że motyw był przewidywalny (już jakoś w połowie byłam pewna kto jest mordercą, a nie jestem doświadczona w kryminałach) to książce i tak nie zabrakło mroku, tajemniczości i dreszczyku emocji. Retrospekcje mordercy w połączeniu z narracją naszej pani komisarz stworzyły naprawdę mocny klimat, który nie opuszczał mnie aż do ostatniej strony. 
Wprawdzie rozpoznałam zabójcę, ale co z tego, skoro nie przewidziałam końca książki? Zwrot akcji na końcu książki spowodował że szeroko otworzyłam buzię, z której wyleciało tylko "wtf". Końcówka skopała mi tyłek, za co serdecznie dziękuję! Tego ostatnio było mi trzeba.

Autorka napisała naprawdę wstrząsający, intrygujący, intensywny i poruszający thriller,  fundując mi naprawdę miły i ciekawy wieczór. Mnie urzekła, ale czy ciebie złapie w swoje szpony szaleństwa? Przekonaj się sam!





Za możliwość recenzji dziękuje:




wtorek, 21 listopada 2017

Wiara w horoskopy, czyli recenzja "Miłość zapisana w gwiazdach" - Brad Kronen


Tytuł: Miłość zapisana w gwiazdach. Jak znaleźć drugą połówkę dzięki astrologii.
Tytuł oryginału: Love in the Stars: Find Your Perfect Match With Astrology
Ilość stron: 300
Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece
Moja opinia: 5/10


"Sprawdź, kto pasuje do ciebie najbardziej!

Jedyny w swoim rodzaju przewodnik po astrologicznych kombinacjach partnerów miłosnych, dzięki któremu znajdziesz swoją drugą połówkę albo upewnisz się, czy obecnie jesteś w odpowiednim dla ciebie związku"

Odkąd sięgam pamięcią, interesowały mnie horoskopy. Astrologia i znaki zodiaku to było coś, o czym czytać mogłam bez końca. Każda gazeta zawierająca horoskop, nie była przeze mnie omijana. Wręcz przeciwnie, zawsze wręcz czytałam nie tylko o sobie, ale i o wszystkich członkach rodziny. A jaka jest wasza opinia na temat tego typu poradników? Jesteście nastawieni sceptycznie, czy może pozytywnie? 



Jako astrologiczna panna, nie mogłam powstrzymać się od przeczytania rozdziału z każdym innym znakiem zodiaku. Dowiedziałam się takich rzeczy jak na przykład, że ja i baran to zupełne przeciwieństwa, a według gwiazd nasze znaki nie powinny nawet zbliżać się do siebie (co w sumie trochę mnie bawi, ponieważ mój były chłopak był spod znaku barana).

Byk znowu to dostaje u mnie zielone światło, kiedy 
to Panna i Bliźnięta nigdy nie będą w stanie dopasować się do siebie nawzajem. Mój związek z potencjalnym Rakiem zapowiada się na niepowodzenie na samym starcie. 

Czytając ten poradnik czekałam tylko z nadzieją, aż pan Brad powie w końcu "z tym znakiem ci się uda, to będzie coś". Kiedy myślałam, że może Panna jest po prostu feralnym znakiem pojawił się rozdział "Panna & Ryby, gdzie Kronen pisze:

"[...] wiele z nich tworzy związek aż do śmierci."

No cóż, w takim razie nie ma na co czekać tylko zarzucać wędkę! 

Podsumowując: zabawny i ciekawy zbiór połączeń znaków zodiaku, na którego nie jeden horoskopocholik będzie miał chrapkę. Mimo, że zdania co do książki są podzielone, ja jestem w wiernym gronie fanów. Jeśli zatem jesteście ciekawi kto według autora jest wam pisany, albo czy wasza druga połówka jest do was astrologicznie podobna, bez wahania łapcie za tę lekturę.

Polecam!








Za możliwość recenzji dziękuję:





niedziela, 19 listopada 2017

Wampiry nigdy się nie znudzą, czyli recenzja "Mabel" - Anna Setla


Tytuł: Mabel
Wydawnictwo: Novae Res 
Ilość stron: 304
Moja opinia: 6/10

Kiedy Mabel budzi się w swoje 16 urodziny, wie, że ten dzień stanie się dla niej wyjątkowy. Dziewczyna nie spodziewa się jednak, że to wszystko wywróci jej świat do góry nogami. Jako młody wampir, trafia do szkoły, gdzie razem ze swoimi przyjaciółmi musi stanąć naprzeciw nauce, która ma przygotować ich do przyszłego życia jako dorosłe wampiry. Będą szkolić swoje umiejętności, kontrolować swój głód i odkrywać ukryte głęboko moce.

Mabel od samego początku udowadnia, że wewnątrz ukrywa naprawdę silne i zbuntowane moce. Co jeżeli to wszystko nie jest przypadek? Co z tym wszystkim wspólnego mają przodkowie dziewczyny? Dlaczego miłość do jednego chłopaka może okazać się mieszanką wybuchową? 

Zakazana miłość, krew i bunt. To wszystko zapewni wam w tej książce Anna Setla.


Odkąd pamiętam lubiłam zaczytywać się w książki z motywem wampirów. "Zmierzch" okazał się serią, dzięki której dziś jestem tu z wami, a moja miłość do książek zamiast się wypalać, rośnie na sile. Potem była seria "Dom Nocy", a jeszcze w tym roku przeczytałam dylogię "Mrocznej Bohaterki". Dlatego jak tylko przeczytałam opis "Mabel" stwierdziłam, że to pozycja obowiązkowa.

Byłam pewna czego mogę spodziewać się po tej książce. No i nie myliłam się. Schemat goni schemat. Nastolatka, która odkrywa swoje pokłady niesamowitej mocy, rośnie w siłę żeby poskromić zło świata wampirów.

Mimo że wszystko wydaje się takie banalne, autorka miło zaskoczyła mnie treścią. Historia porwała mnie już od pierwszych stron. Autorka miała dobry pomysł na fabułę, a dodatkowo niesamowicie ją wykreowała. Nuta tajemniczości w książce tylko nakręca czytelnika. Pani Setla operuje naprawdę ciekawym i lekkim językiem, przez co każda sekunda spędzona z książką jest bardzo przyjemna.

Podsumowując, dobra konwencja, dobre wykonanie, ale bardzo schematyczne. Jeżeli jesteście ze mną dłużej, wiecie pewnie, że strasznie irytują mnie schematyczne książki. Lektura idealna dla fanów lekkiego i nieskomplikowanego fantasy, z nutą zakazanej miłości. Może prościej. Lubisz "Zmierzch" to nie ma bata, żebyś nie zakochał się w "Mabel". Autorka ma potencjał, a mnie bardzo to cieszy, bo nie mogę doczekać się kolejnej części!








Za możliwość recenzji dziękuję


wtorek, 7 listopada 2017

Obudzić dziewczynę, która nie wie że śpi, czyli recenzja "Przebudzenie Olivii" - Elizabeth O'Roark


Tytuł: Przebudzenie Olivii
Tytuł oryginału: Walking Olivia 
Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece
Ilość stron: 432
Moja ocena:8/10

Olivia Finnegan to typowa dziewczyna w nietypowym wcieleniu. Mimo wyglądu, potrafi nieźle sprać faceta dwa razy cięższego od siebie. Incydent na pierwszoligowej uczelni zmusza ją do przeniesienia się do Uniwersytetu w Colorado. Dziewczyna biega. Skrywa tajemnice. Mroczne sekrety jej umysłu z dnia na dzień dają się we znaki, a wtedy wszystko staje się jasne. Jaki sekret skrywa młoda buntowniczka? Jakie są jego konsekwencje?

Will Langstorm to trener na żeńskiej grupy biegaczek. Mimo pracy na uczelni, tyra jak wół na rodzinnej roli, gdzie mimo trojenia się i dwojenia, lewo udaje mu się spłacać długi po swoim ojcu. Porzucił marzenia, żeby podnieść na nogi coś, co prawdopodobnie jest nieosiągalne, a do tego wszystkiego do jego drużyny właśnie doszła nowa dziewczyna, która prawie pobiła kogoś na śmierć. Traktuje ją z rezerwą, oschle i wymaga od niej dużo więcej. Z czasem poznaje mroczne oblicze Olivii, a razem z nim, ogromne pożądanie. Do jakich poświęceń będzie gotów się posunąć?

To wszystko zapewni wam "Przebudzenie Olivii".




Biorąc się za tę książkę, nie spodziewałam się czegoś większego. Myślałam, że będzie to lektura na jeden wieczór o treści "zakazana miłość trenera i uczennicy". Byłam pewna, że będzie szybkie love story, które zakończy się happy endem. Nawet nie wiecie jak bardzo się myliłam. Elizabeth O'Roark zapewnia nam solidną dawkę powieści psychologicznej. Dużo sekretów, mrocznych wspomnień i zarazy teraźniejszości. Nie dostałam tego czego chciałam, dostałam o wiele więcej.

Najciekawsze w książce było siedzenie w głowie głównej bohaterki i razem z nią odkrywanie jej skrytych myśli i potrzeb. Jeżeli myślisz, że dostaniesz przesłodzony romans i pełną dawkę erotyki, to się mylisz. W tej książce dostaniesz coś bardziej ambitnego. Coś od czego nie będziesz mógł się oderwać. Coś co zostanie w twojej głowie na długo.

Polecam!









Za egzemplarz dziękuję:



piątek, 3 listopada 2017

Najsłodsza powieść tego roku? [Przedpremierowo] "Psiego najlepszego. Był sobie pies na święta" - W. Bruce Cameron


Tytuł: Psiego najlepszego. Był sobie pies na święta.
Tytuł oryginału: The Dogs Of Christmas 
Ilość stron: 296
Wydawnictwo: Kobiece
Premiera: 9 listopada
Moja ocena: 10/10

Josh Michaels to typowy samotnik. Cały swój czas spędza w domu. Pracuje na komputerze a ze współpracownikami komunikuje się przez telekonferencje. Pewnego dnia jego sąsiad podrzuca mu pod nogi ciężarną suczkę - Lucy. Wtedy wszystko się zaczyna. Mimo przerażenia przed opieką nad suczką i to w dodatku ciężarną, brązowe ślepia Lucy zapadają głęboko w jego sercu, przez co gotów jest zrobić dla niej wszystko.

Kiedy na świat przychodzi pięć brykających szczeniaków, Josh zgłasza się o pomoc do schroniska, gdzie poznaje Kerri. Dziewczyna z wielką przyjemnością uczy go opieki nad zwierzętami. Wspólnie przygotowują świąteczną akcję adopcji szczeniaczków.

Co jeżeli Josh jednak nie będzie chciał oddać szczeniaczków? Co jeżeli miłość do psiaków przeniesie się również na Kerri? 


Wyłam jak bóbr czytając tę książkę. Pełna słodkości, ale i goryczy. No kto nie wzruszy się jeżeli na główny plan wchodzi pięć małych kudłatych kuleczek? Książkę pochłonęłam w jeden wieczór, a każdą stronę czytałam albo ze łzami w oczach, albo z szerokim uśmiechem na twarzy. Koniec książki przyprawi cię o szybsze bicie serca, a jeżeli masz w domu pieska, będziesz chciał go/ ją bardzo mocno przytulić.

Jeżeli "Był sobie pies" złamał ci serce, to  "Psiego najlepszego" poskleja je z powrotem.












Za egzemplarz dziękuję



Szablon stworzony z przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.