Tytuł: King
Tytuł oryginału: King
Wydawnictwo: Kobiece
Ilość stron: 336
Moja ocena: 6/10
Tytułowy King to pan własnego losu. Nikogo się nie słucha, stąpa własnymi ścieżkami, do rzeczy które obierze sobie jako cel dochodzi po trupach. Trzy lata w więzieniu zmieniają go, a kiedy w końcu wydostaje się na wolność próbuje wszystko przywrócić do poprzedniego stanu, dopóki na jego drodze nie staje niewinna Doe.
Bezdomna dziewczyna cierpi na amnezje. Pewnego dnia budzi się w miejscu, którego w ogóle nie zna. Od tej pory walczy o życie. Brudna, głodna i zdesperowana udaje się ze swoją towarzyską na imprezę motocyklową, gdzie trafia na człowieka, który odmieni jej los.
Miłość, czy tylko seks? Co ukrywa King? Co jeżeli między nimi jest tylko jedna granica, która może zaważyć na uczuciu? Co jeżeli Doe jest zupełnie kimś innym?
Sama nie wiem co myśleć o tej książce. Łapiąc za nią nie spodziewałam się czegoś wielkiego. Nie oszukujmy się, ale jest to właśnie typ literatury na raz. Czytelnik łapie za nią żeby rozluźnić swój umysł i trochę się zabawić. Poczuć lekki dreszczyk emocji i oderwać się od codzienności. Nic więcej.
Czytając ją byłam jak "nudy, nudy, seks, nudy, więcej seksu, gang, nudy, seks, dziwki, seks, koks, nudy, nudy, gang" itd. Naprawdę czytało się ją szybko i była bardzo przyjemna. Jednak układ książki pod sam koniec lekko mnie zdziwił. Autorka zmajstrowała konkretny misz - masz, przez co trochę się pogubiłam. To wyglądało tak, jakby w pewnym momencie zaczęła pisać nową książkę.
Brak płynnego poruszania się wydarzeń, za szybkie przeskoki i lekkie niedopowiedzenia, jednak przyjemny dla oka i prosty język, dzięki czemu wręcz płyniemy przez książkę. Co nie zmienia faktu, że to jednak nie mój klimat.
Jeżeli lubisz groźnych facetów, seks, tajemnice, krew i szybką i zwartą akcję, to ta książka jest dla ciebie. Pozdrawiam!
Za egzemplarz dziękuję




