piątek, 16 marca 2018

Silna fizycznie czy psychicznie, czyli recenzja "Jej wysokość P" - Joanne MacGregor


Tytuł: Jej wysokość P
Tytuł oryginału: The Law of Tall Girls
Wydawnictwo: Kobiece
Ilość stron: 435
Moja ocena: 4/5

Siedemnastoletnia Payton zdecydowanie wyróżnia się w tłumie. Nie dość, że ma 180cm wzrostu, to rozmiar buta zmniejsza szanse na znalezienie kobiecych butów. W jednej chwili zakłada się z współpracownikami o 800 dolarów, że umówi się na trzy randki z osobą mającą co najmniej 192 cm wysokości i jeszcze pójdzie z nią na bal maturalny! Wydaje się niemożliwe prawda? Ale czego nie zrobi nasza bohaterka dla pieniędzy, dzięki którym może dostać się na ulubione studia?




Zacznę może od tego, że jestem podekscytowana nową serią młodzieżową "Young", którą nasze kochane kobitki z wydawnictwa kobiecego postanowiły wydać. To jedno z niewielu wydawnictw w które ostatnim czasie tak rozwinęły skrzydła, co zresztą możecie zobaczyć w chodząc na ich stronę i klikając w zakładkę "Zapowiedzi". Ja nie mogę się doczekać!

Wracają do książki... jestem nią totalnie zauroczona! Czytało mi się ją tak dobrze i zdecydowanie za szybko ją połknęłam. Pragnę więcej! Język autorki ewidentnie mnie w sobie rozkochał. Jeżeli ktoś tak jak ja uwielbia Jennifer Niven (znaną z "Podtrzymując wszechświat" i "Wszystkie jasne miejsca") pokocha również i tę książkę. Co tu dużo mówić? Utożsamiłam się z Peyton jak z siostrą bliźniaczką! Mimo że nie mam takiego wzrostu jak ona (178cm pozdrawia) to zdecydowanie mogę ponarzekać razem z nią na rozmiar swojego buta! (44 pozdrawia) Doskonale wiem jak czuła się szukając szpilek!

Inni bohaterowie równie złapali mnie za serce. Mamy różnorodne wątki, w tym malutki wątek LGBT, który znajduję się bardziej w tle ale ma swoje pięć minut. Oglądaliście kiedyś w telewizji takie seriale dokumentalne o ludziach - chomikach, których domy wyglądały jak wielka graciarnia? To życie z którym na co dzień mierzy się nasza wysokość P.

Nie jest to standardowa młodzieżówka z miłością na pierwszym tle. Nie jest też oblana schematem, bo uwierzcie mi, że nigdy nie czytaliście książki takiej jak ta! Genialny pomysł i równie genialne wykonanie. Pragnę więcej takich książek! Nic tylko czytać!

Czujecie się zachęceni?


Za możliwość recenzji dziękuję


sobota, 10 marca 2018

miazga w drugim tomie, czyli recenzja "Tyran" - T.M. Frazier


Tytuł: Tyran
Tytuł: oryginału: Tyrant
Wydawnictwo: Kobiece
Ilość stron: 316
Moja ocena: 4/5

Z ogromnym podnieceniem oczekiwałam tej części. Po niezłym zwrocie akcji z pierwszej części, nie mogłam doczekać się, aż "Tyran" wpadnie w moje łapki. Muszę przyznać, że wcale się nie zawiodłam, a wręcz jestem miło zaskoczona.
Ray (Doe) wraca do rodzinnego domu, gdzie z dnia na dzień od nowa odkrywa swoją przeszłość. King po raz kolejny nie daje się zabić i za wszelką cenę chce wszystko odkręcić. Chce odzyskać najważniejsze kobiety swojego życia. Pełna emocji, ostra jak nóż i piekielnie gorąca historia zapewniająca ciarki na plecach. Kim okaże się Tyran? Czy Ray wszystko sobie przypomni? Gdzie w tym wszystkim miejsce na spokojne życie? Tego dowiecie się czytając "Tyrana"!




Już od pierwszych stron autorka funduje nam szybką akcje. Przez większość książki cały czas coś się dzieje, przez co nie mogłam jej odłożyć! Jestem pod ogromnym wrażeniem. Nie mogę również uwierzyć w to jak ogromna przepaść występuje między tymi dwoma tomami. Jakby pisał ją ktoś inny! Autorka zapewniła mi dreszczyk emocji, przez co całą książkę spędziłam na obgryzaniu paznokci. Pełna zwrotów akcji i scen ostrych jak czubek noża. Po prostu musicie to przeczytać!





Za egzemplarz dziękuję




czwartek, 8 marca 2018

Polski Zmierzch, czyli recenzja "Zapach wanilii" - Agnieszka Łaska


Tytuł: Zapach wanilii
Wydawnictwo: Novae Res
Ilość stron: 342
Moja ocena: 3/5

Sandra ma siedemnaście lat. Wychowywana przez babcię żyje codziennością, jednak dręczy ją przeszłość, a raczej jej brak, ponieważ nie ma żadnych wspomnień. Jej ramię zdobi tajemniczy znak. Tylko w nagłych przypadkach ukazują jej się budzące grozę strzępy wspomnień z dzieciństwa. Jak potoczą się jej losy?





Nie wiem co powinnam myśleć o tej książce. Bo z jednej strony naprawdę mi się podobała, ale były takie momenty, jakbym naprawdę robiła "reread" Zmierzchu. Ona taka niczego nieświadoma, a on za wszelką cenę chcę ją chronić, zakochuje się i pojawia się zawsze w chwilach, gdy ona potrzebuje pomocy. Jest jej rycerzem na białym koniu, pomijając fakt, że żywi się krwią.

Naprawdę dobrze mi się ją czytało. Nie była wymagająca, a wręcz lekka. Fajny przebieg akcji, dobre i ciekawe dialogi, tylko ta nieszczęsna fabuła. To nie tak, że chcę oskarżyć autorkę o plagiat, bo ona stworzyła naprawdę nowy świat, gdzie anioły i wampiry walczą ramię w ramię o wspólną, słuszną sprawę. Sceny ze zmierzchu pojawiały się w wątkach pobocznych (romasnik itp). Jako przykład mogę podać na przykład moment, kiedy główna bohaterka przebudza się w nocy i patrzy w oczy swojego ukochanego. Nie brzmi znajomo?

Nie zaskoczyła mnie, ale dobrze się przy niej bawiłam i nie przekreślam jej, ponieważ to dopiero pierwsza część serii. Mam nadzieję, że się nie zawiodę! 



Za możliwość recenzji dziękuję:


niedziela, 4 marca 2018

[przedpremierowo] zło totalne, czy guilty pleasure, czyli recenzja "Papierowa księżniczka" - Erin Watt


Tytuł: Papierowa księżniczka
Tytuł oryginału: Paper Princess
Wydawnictwo: Otwarte
Premiera: 14 marca 2018
Ilość stron: 400
Moja ocena: 2/5

Oto i ona! Papierowa księżniczka sama w sobie! Czyli krótko mówiąc, chyba największe oczekiwanie w 2018 roku, za sprawą Bestselerek, które z tego miejsca chciałabym serdecznie pozdrowić! Wasze "nie czytaj tego", tylko mocniej nakręciły mnie do przeczytania tej książki.

Na samym początku historii poznajemy Ellę, czyli siedemnastoletnią sierotę, która utrzymuje się dzięki pracy jako striptizerka. Pewnego dnia w jej życie wkracza Callum Royal, miliarder, który podając się za jej prawnego opiekuna, wciąga dziewczynę w nowe, królewskie życie. Mężczyzna mieszka w wielkiej willi na plaży, u jego boku stoi piękna kobieta, a życie zatruwa mu piątka niesfornych synów. Kiedy Ella wkracza w ich życie, zaczyna się prawdziwa walka o przetrwanie. Nastolatka ma do wyboru albo uciec do poprzedniego życia w ubóstwie, albo zostać w bajkowej krainie, gdzie bez powodu nękana jest przez piątkę chłopaków. Jak to się potoczy?




Chyba każdy z nas kojarzy już tę książkę. Szum, który trwał wokół niej dzięki hejtowi dziewczyn z kanału "Bestselerki" zapewnił wydawnictwu chyba lepszą promocję w historii! Każdy z nas chce przekonać się na własnej skórze jak to jest z tą książką. Ja się przekonałam i muszę przyznać że cała ta afera była naprawdę zbędna. Fakt, cała historia jest obrzydliwa, seksistowska, brutalna i nielogiczna, ale boże jak wciąga! 

Nie mogłam się od niej oderwać, mimo że jest pozbawiona jakiejkolwiek logiki i fabuły. Autorki posługują się nieudolnym językiem, a cała ta akcja przypomina scenariusz do filmu dla dorosłych. Wszystko jest płaskie. Od bohaterów, po sceny i wszystkie wątki. Końcówka pisana na kolanie. Naprawdę ubolewam nad wyobraźnią twórców tego "dzieła" i zastanawia mnie fakt, jakim jest to, co myślały autorki pisząc coś takiego. Czy miały świadomość co ukazuje ta książka? Drugą sprawą która mnie zastanawia to użytkownicy goodreads, czy lubimyczytać, którzy zostawiają przy tej książce maksymalne oceny. Wiem, że o gustach się nie dyskutuje, ale to nie jest dobra książka. To powinien być poradnik zatytułowany "Jak nie żyć", albo "Z czego nie brać przykładu".

Czy przeczytam kolejne części? Z pewnością, bo mimo że nie podobała mi się wcale, jest w niej coś przez co nie mogę się od niej oderwać. Podsumowując powiem tylko, że to typowy "odmóżdżacz", który mam nadzieję nie wpadnie do rąk ludziom poniżej szesnastego roku życia.



Za możliwość recenzji dziękuję

piątek, 2 marca 2018

Zwykłe słowa, czy poruszająca poezja, czyli recenzja "Słońce i jej kwiaty" - Rupi Kaur


Tytuł: Słońce i jej kwiaty
Tytuł oryginału: The sun and her flowers
Ilość stron: 256
Premiera: 26 luty
Wydawnictwo: Otwarte
Moja ocena: 4/5

W końcu jest i ona! Jedna z bardziej wyczekiwanych pozycji tego roku. Autorka już w zeszłym roku zauroczyła mnie tomikiem "Mleko i miód", a już dziś z uśmiechem na ustach muszę przyznać, że ta książka również mnie nie zawiodła! "Słońce i jej kwiaty" to książka o dojrzewaniu i stąpaniu krok po kroku ku miłości do samego siebie. Urocze, prawdziwe, a czasami łamiące serce wiersze ukazujące walkę z rasizmem i samoakceptacją. Coś pięknego.


Autorka już w poprzednim tomiku udowodniła mi jak mocno łapie za serce. Jej proste i zarazem nic nie znaczące słowa, łączą się ze sobą tworząc coś wielkiego. Niejednokrotnie czułam wielką więź z poniektórymi tekstami. Jej utwory są bardzo krótkie, czasami zamknięte w kilkunastu słowach, bardzo dosłowne, raczej nie pozostawiające za dużo dla wyobraźni, ale do przemyślenia jak najbardziej. Nie mogę powiedzieć, że każdy utwór był dobry. Były gorsze, były lepsze, ale i znalazłam takie, które wręcz zmusiły mnie do dłuższej refleksji. Nie dla każdego, ale naprawdę polecam.


Za możliwość recenzji dziękuję:



czwartek, 1 marca 2018

Kiedy miłość twojego życia jest nauczycielem matematyki, czyli recenzja "31 korytarzy" - Agata Rybka


Tytuł: 31 korytarzy
Wydawnictwo: Novae Res
Ilość stron: 288
Moja ocena: 4/5

Wszystko zaczyna się kiedy 16-letnia Amelia zaczyna naukę w szkole średniej. Poznajemy ją - lubiącą wyróżniać się w towarzystwie, ale i jej matkę. Kobieta cierpiąca na depresję i nerwicę, wyżywa się na córce - zarówno psychicznie, jak i fizycznie. Młoda dziewczyna przechodzi kryzys i poddaje się nawet próbie samobójczej.
Witold Kaczmarek to 38 - letni nauczyciel matematyki. Namiętna chwila w liceum doszczętnie zniszczyła jego życie. Niechciana ciąża, za którym poszedł niechciany ślub. Małżeństwo trzyma tylko trójka dzieci. Kiedy na jego drodze staje młoda uczennica, okazuje się, że nie są wobec siebie obojętni.
Jak to się potoczy? 




Autorka miło mnie zaskoczyła. Mimo młodego wieku, posiada naprawdę dobre, przyjemne i pewne pióro. Historia wciągnęła mnie od pierwszych stron, a z racji tego, że książka jet cieniusieńka, połknęłam ją w jeden wieczór. Bardzo przyjemny wieczór! Co do zakończenia... to trochę, a nawet bardzo wbiło mnie w fotel! Nie spodziewałam się, co dodatkowo jest na plus.

Główna bohaterka mimo młodego wieku wydaje się naprawdę dojrzała. Mimo kilku potknięć w życiu i złych wyborów, cały czas stara się podnieść. Pomaga jej w tym najlepsza przyjaciółka Ula, która wydała mi się tak bardzo realistyczna, że mogłabym się z nią przyjaźnić naprawdę!

Jedynym minusem, który był dość ważny w książce, był nasz główny bohater - Witold. Wydaje mi się, że autorka celowo wykreowała go na takiego infantylnego człowieka. Mimo wszystko jak na swój wiek, powinien zachowywać się bardziej dojrzale i myśleć bardziej realistycznie. Miałam wrażenie, że stoję przy durnym i zboczonym nastolatku, zamkniętym w ciele czterdziestolatka.

Cała książka okazała się naprawdę przyjemna i z czystym sumieniem mogę ją polecić. Gdyby nie ten nieszczęsny Witold, to kto wie... może książka dostałaby 5/5?







Za możliwość recenzji dziękuję

Szablon stworzony z przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.