Tytuł: Biały kruk
Tytuł oryginału: White Raven
Wydawnictwo: Kobiece
Premiera: 26/04/2018
Ilość stron: 374
Moja ocena: 3,5/5
Po śmierci mamy, Piper i jej młodszy brat wyjeżdżają do babki na dziwną wyspę. Wszystko staje się dla nich zupełnie niewiarygodne, gdy okazuje się, że ich opiekunka żyje w ogromnej posiadłości, a miejscowi ludzie nazywają ją "Jej wysokością". Wraz z poznaniem Zoe, do życia głównej bohaterki wkracza brat bliźniak jej przyjaciółki - Zane. Dziwne wizje, zmory i ponury żniwiarz. Jak to wszystko ma się do życia Piper?
Długo wyczekiwałam tej pozycji. Odkąd pojawiła się w zapowiedziach na stronie wydawnictwa, coś mnie do niej ciągnęło. Piękna okładka, naprawdę zachęcający opis, który postawił bardzo wysoką poprzeczkę dla książki, ale cóż... Opis opisem, a jaka była książka? Na pewno nie tak genialna jaka miała być.
Zacznę może najpierw od plusów. Nigdy nie spotkałam się z takim światem, jaki reprezentuje autorka. Zdecydowanie mogę powiedzieć, że jest to lekki powiew świeżości w gatunku fantastyki młodzieżowej. Wprowadzenie "klanów" jako poszczególne rodzaje ptactwa, również wydaje się intrygujące, gdyby tylko Weil potrafiła trochę go rozwinąć...
Właśnie ta kwestia jest tu minusem. Mało rozbudowany świat i postacie bez duszy. Myślę, że jest to ból "pierwszego tomu", kiedy to autor zawsze próbuje nas wkręcić w świat i relacje bohaterów. Historia Piper i Zane'a, jest zdecydowanie wysunięta na pierwszy plan, przez co całe tło dosłownie "kuleje". Mam nadzieję, że wszystko zostanie mi wynagrodzone w kolejnym tomie.
No cóż... Nie zostało mi nic jak tylko czekać na "Czarną Wronę" i "Symetrię dusz".
Za możliwość recenzji dziękuję:

